Większość dzikich zwierząt uciekłaby na dźwięk głosu potencjalnego myśliwego przedzierającego się przez gęste zarośla drzewa herbacianego. Jednak w południowej części stanu dziki i jelenie nie wykazywały strachu przed tym, kim lub czym byli ci intruzi.
Dziki były bardzo blisko; czuliśmy ich zapach, słyszeliśmy ich pomruki, a czasem nawet odgłos łamanych gałęzi niosący się echem po wąwozach. Jednak bez kamery termowizyjnej dostrzeżenie tych zwierząt, klasyfikowanych jako szkodniki, w jeden z najgorętszych dni w roku byłoby praktycznie niemożliwe.
„Wokół każdej tamy są ślady jeleni. Przez długi czas na tym terenie było bardzo mało zwierząt gospodarskich, a 90 hektarów (220 akrów) było bardzo suchych” – powiedział Leonard Sanders, rolnik z Tindell.
Przez dwadzieścia lat tama w pobliżu rzeki Queanbine nie była wykorzystywana do wypasu bydła, ale w wyniku szalejącej suszy tama stała się prawie sucha, co spowodowało wzrost presji na dziki, jelenie i kangury.
Powiedział: „Historycznie te tamy gromadziły dużo wody, ale teraz ewidentnie wyschły. Tak, mieliśmy porę suchą, ale to dlatego, że zwierzęta piły tę wodę”.
„Zbiorniki te służą do gaszenia pożarów, dostarczania wody zwierzętom hodowlanym, a nawet nawadniania pól, gdy jest to potrzebne, ale w rzeczywistości są puste, co wyraźnie pokazuje, ile wody zużywają dzikie zwierzęta w tym rejonie”.
Pan Sanders powiedział, że odkąd ponad rok temu na stałe przeniósł się na tę posiadłość, odrestaurowanie rancza i uczynienie go produktywnym stało się niemożliwe.
„Ponieważ na polach pasie się tak wiele jeleni i kangurów, nie ma już trawy. A za każdym razem, gdy pada ulewny deszcz, przychodzą dziki i dewastują ziemię” – powiedział.
„Nie możemy przywrócić glebie życia. Kiedy wychodzisz na zewnątrz i widzisz 30 par oczu wpatrujących się w pastwisko, chcesz dać mu odpocząć, ale ono nie może”.
Mając do dyspozycji zaledwie trzy krowy rasy Galloway i jednego byka na ponad 90 hektarach ziemi, przygotowanie pastwiska, które wkrótce miało zostać zniszczone przez szkodniki, było ogromnym wyzwaniem.
Pan Sanders powiedział: „Rolnictwo regeneratywne w dużej mierze opiera się na wypasie rotacyjnym, ale możliwości są ograniczone. Kiedy wypasasz bydło na pastwisku, a potem kangury, jelenie i dziki z całego regionu przypływają i je zjadają, czy to nie jest marnotrawstwo?”
„Każdy centymetr żyznej ziemi został zniszczony, a całe to zniszczenie pochodzi z jednego miejsca – z obszaru chronionego przez państwo”.
Pan Sanders powiedział, że środki kontroli na sąsiednim obszarze, pozostającym pod jurysdykcją Departamentu Parków Narodowych i Dzikiej Przyrody Nowej Południowej Walii, są minimalne, odstrzał z powietrza przeprowadzany jest raz w roku, a programy wabienia są równie rzadkie.
Powiedział: „Powinni naprawdę konsultować się z właścicielami gruntów, ale parki narodowe tego nie robią. Po prostu robią wszystko po swojemu i nie przejmują się nikim innym”.
„Rozwiązało to problem tylko na tym małym obszarze, ale nie rozwiązało problemu, który rozprzestrzenił się na inne miejsca. Nie wiem, jakie jest rozwiązanie”.
Pan Sanders powiedział, że ryzyko związane ze sprowadzaniem prywatnych myśliwych tylko pogłębi problem, począwszy od kwestii odpowiedzialności, aż po obawy o bezpieczeństwo na rozległych obszarach górzystego terenu.
„Każdy chce rozwiązać problem, ale trzeba bardzo uważać, do kogo zwracamy się o pomoc” – powiedział.
„Wpuszczasz jedną osobę, a ona wychodzi ze swoimi znajomymi, a znajomi jej znajomych wychodzą z nimi. Nagle wychodzi za dużo ludzi”.
Kłusownicy, w tym nielegalni myśliwi z bronią palną i psami myśliwskimi, byli obserwowani w parku narodowym. Niektórzy kłusownicy przekraczali nawet drogi publiczne, aby strzelać do prywatnych rancz.
Pan Sanders powiedział: „Niepokojące jest to, że często słyszymy pojedyncze strzały, ale nie wiemy, skąd dochodziły”.
„To wszystko jest częścią zarządzania dziką przyrodą. Gdyby rząd lepiej współpracował, ludzie nie pozwalaliby tym prywatnym myśliwym tak często polować, ponieważ problem można by w zasadzie rozwiązać”.
Rzecznik Departamentu Zmian Klimatu, Energii, Środowiska i Wody Nowej Południowej Walii (zarządzającego parkami narodowymi na terenie całego stanu) poinformował, że ostatnio w regionie Parków Narodowych Południowej Nowej Południowej Walii zastrzelono ponad 2803 dzikie zwierzęta, w tym na obszarach chronionych w pobliżu i wokół posiadłości pana Reynoldsa.
„W latach 2024–2025 Służba Parków Narodowych i Służba ds. Dzikiej Przyrody schwytała z powietrza 2803 dzikie zwierzęta, w tym 2123 jelenie i 429 dzików” – czytamy w raporcie.
Służba Parków Narodowych i Dzikiej Przyrody Nowej Południowej Walii (NPWS) prowadzi program monitoringu lotniczego pod koniec każdego lata, głównie w celu kontroli populacji jeleni, dzików i dzikich kóz. NPWS prowadzi również sezonowe programy monitoringu naziemnego, w razie potrzeby, w celu zarządzania populacją dzików na tych obszarach chronionych.
Rzecznik agencji poinformował, że Narodowa Służba Parków i Dzikiej Przyrody regularnie współpracuje z sąsiadującymi właścicielami gruntów i lokalnymi agencjami gruntowymi w celu kontrolowania populacji szkodników.
„Służba Parków Narodowych i Dzikiej Przyrody będzie nadal współpracować z lokalnymi społecznościami w zakresie międzyregionalnych programów zwalczania szkodników, w tym informować je o nadchodzących planach zwalczania szkodników” – powiedzieli.
„Służba Parków Narodowych i Dzikiej Przyrody współpracuje z sąsiednimi krajami, zarządcami gruntów, Departamentem Przemysłu Podstawowego i Rozwoju Regionalnego oraz krajowymi agencjami koordynującymi w zakresie zarządzania dziką przyrodą i chwastami na terenach prywatnych”.
Eliza is a journalist based in the border region between New South Wales and the Australian Capital Territory, covering the Southern Highlands, Monaro, and the South Coast. She previously worked in the Australian Broadcasting Corporation (ABC) North Coast bureau and as a rural correspondent for The Guardian Australia. She can be reached at eliza.spencer@theland.com.au.
Eliza is a journalist based in the border region between New South Wales and the Australian Capital Territory, covering the Southern Highlands, Monaro, and the South Coast. She previously worked in the Australian Broadcasting Corporation (ABC) North Coast bureau and as a rural correspondent for The Guardian Australia. She can be reached at eliza.spencer@theland.com.au.
Czas publikacji: 12 stycznia 2026 r.





